Koszmarna walka o sen
Dominika Hentosz, I rok
Felieton – warsztat dr. Macieja Kledzika
Czemu zawsze, ale to ZAWSZE, kiedy muszę się wyspać, łapie mnie bezsenność? Dlaczego, jeśli następnego dnia mam egzamin, ważne spotkanie albo pobudkę z samego rana, moje ciało odmawia współpracy?
Po wielu latach, a przede wszystkim po wielu nieprzespanych nocach, zaczęłam myśleć nad sposobami wymuszenia snu. Próbowałam ćwiczeń – brzuszki, przysiady, pajacyki – byleby się zmęczyć i zasnąć. Efekt był taki, że leżałam dysząc jak po przebiegnięciu maratonu a moje rozbiegane oczy i bijące serce chciało nadal trenować. Korzystałam ze sposobów babci – wypijałam litry ciepłego mleka, którego nie znoszę, a jedynym skutkiem był burczący brzuch, który liczył na przekąskę. Liczyłam owce, barany, byki, ludzi, samochody, ufoludki, kwiatki, baranki i przy mniej więcej stu gubiłam się w odliczaniu. A jeśli nawet, jakimś sposobem, doszłam już do miliarda i nadal nie mogłam zasnąć, to zaczynałam znowu odliczać do zera. I nic!
Próbowałam patrzyć się w jeden punkt, ale o 3 nad ranem, jak oczy nie chcą się zamknąć, to widok parapetu wydaje się być wyjątkowo interesujący i mobilizujący do głębokich refleksji. Puszczałam sobie muzykę po cichu, ale wtedy nogi same rwały się do tańca. Włączałam wyjątkowo nudny program w telewizji i obserwowałam go beznamiętnie i bezmyślnie. Nawet próbowałam zdzierżyć jakąś wyjątkowo nudną lekturę, której tytuł zazwyczaj wywoływał we mnie natychmiastową potrzebę snu, ale i to okazało się nieskuteczne.
Zatrzymywałam się nad jednym zdaniem i przez pół nocy starałam się je przeczytać ze zrozumieniem. I wreszcie, gdy po godzinach zmagań czułam, że powoli moje oczy się zamykają i ziewam coraz szerzej, postanawiałam się ułożyć, zamknąć oczy i dać ciału odpocząć. I kiedy po kilkudziesięciu minutach kręcenia się w łóżku wreszcie wylądowałam w odpowiedniej, wygodnej pozycji, to okazywało się, że jest COŚ!
Coś, czyli na przykład natychmiastowa potrzeba skorzystania z łazienki, ustawienie budzika, koszmarna suchość w ustach lub sprawdzenie, czy drzwi są na pewno zamknięte. Efekt był taki, że jeśli już wstałam i zrobiłam wszystko, o czym wcześniej zapomniałam, to znów byłam gotowa do ćwiczeń, jedzenia, liczenia i myślenia. Nie ma nic bardziej denerwującego niż świadomość, że rano mam wstać, wyspana i gotowa do całego dnia pracy i widok zegarka, który pokazuje 4:52.
I gdy już tak leżałam w niewygodnej pozycji, myśląc o tym, jak ciężko będzie mi rano wstać, to udawało mi się zasnąć. A rano, czyli raptem po kilkudziesięciu minutach od zamknięcia oczu, budzik informował mnie, że czas już zerwać się a ja nieprzytomnie poruszałam się po mieszkaniu przygotowując się do wyjścia i obiecywałam sobie, że jak tylko wrócę do domu, to pójdę spać. A jeszcze gorsze jest to, że za każdym razem, gdy jestem po nieprzespanej nocy i gdy rano wychodzę z domu, to widzę mojego kota, który smacznie śpi na parapecie i zazdroszczę mu tak bardzo, jak nikomu innemu w tym momencie.
|